Dziś opowiadanie o katolikach. Dan Brown byłby ze mnie dumny, gdyby umiał po polsku.
Katolicy
Katolicy wierzą w potworki, gadające muchomory i pająki tworzące sieci okalające świat i dążące do jego zagłady. Może uogólniam, może generalizuję, może coś źle zrozumiałem. Słyszałem, że porywają noworodki, kładą na stole, wycinają woreczki żółciowe i składają w ofierze wielkiem żółwiowi. Nie rozumiem, po co to robią.
Rozmawiałem z jednym katolikiem, kreacjonistą.
- Świat wypadł z ucha wielkiego żółwia – powiedział (możliwe, że powiedział coś innego, ale i tak nurzał się w absurdzie).
- Ale żółwie nie mają uszu – odparłem (trochę blefowałem, bo nie znam się na biologii).
- Wielki żółw ma.
- Ale żółwie nie mają zdolności twórczych.
- Wielki żółw ma.
- Żółwie są głupie i powolne.
- Wielki żółw jest erudytą i biega w maratonach.
Dotarło więc do mnie, że zbyt prosty jestem, by zrozumieć transcendencję, a do tego nie lubię tych wszystkich zwierząt; żółwi, owiec i baranków.
