Postanowiłem wypowiedzieć się na jakiś ważki społecznie temat. Niestety zorientowałem się, że wszystkie te tematy zostały już doszczętnie wyeksploatowane. Teraz Twoja siostra siedzi na stole kuchennym z nogą przez nogę przełożoną i uśmiecha się durnie z poczuciem wyższości. To między innymi ona przyczyniła się do tej nadmiernej eksploatacji zalewając frazesami całe moje życie. I teraz triumfuje, a mnie nie pozostało nic poza zdzieleniem jej w pysk.

Klinika dla popierdolonych ludzi
Prowadziłem taką małą klinikę dla popierdolonych ludzi i udawałem terapeutę. Przyszedł raz do mnie kolo, który chciał opowiedzieć historię swojego życia. Koniecznie od razu, koniecznie całą, choć zaproponowałem niezobowiązujące odcinki. Gdyby już pierwszy z nich okazał się morderczy, zdążyłbym przed drugim zdezerterować nad morze, albo wystawić swojego sobowtóra-zmiennika, albo jeszcze co innego. Ale nie. Ten koleś, na oko rencista bez nogi, przymknął za sobą drzwi i powiedział:
- Mam dla pana długą historię mojego życia i muszę ją opowiedzieć, a pan musi wysłuchać, bo za to płacę, a pan za to ma płacone.
Byłem w kropce. Choć zazwyczaj nie przysparzało mi to trudności, tym razem nie potrafiłem odnaleźć w swojej głowie atrakcyjnie brzmiącej rekuzy.
- Nie jestem mistrzem riposty – określiłem się w związku z powyższym i poprosiłem nachalnego gościa, żeby usiadł. Bo cóż miałem zrobić?
Kolo usiadł, a kule, o które się podpierał położył przed sobą na podłodze.
- Mój życiowy problem polega na tym, że mam obsesję na punkcie oczodołów.
- Pan jesteś zboczony! – krzyknąłem, sugerując zbulwersowanie. – Nie mam najmniejszego obowiązku słuchać tych bezeceństw!
Wywaliłem go za drzwi, tym łatwiej, że rzeczywiście był niepełnosprawny. Ja też nie byłem przecież do końca szczęśliwy.