Zbliża się święto trupów

październik 25, 2007

Więc ja o czymś zupełnie innym może tym razem.

Kitty i ja

Kitty München miała taki styl, że na nogach miała śliskie czarne pończochy, a w głowie uniesienia filozoficzne i stawianie wielkich pytań. Na szczęście kiedy rozwierała kolana przestawała nawijać o Immanuelu Kancie, który zakładał, że podmiot jest poznawczym warunkiem przedmiotu. To był ten moment, kiedy alkohol zaczynał na nią wpływać w sposób bardziej rozrywkowy, a ja zaczynałem cieszyć się, że Kitty München postanawiała zalewać swoje rozterki właśnie ze mną. Weź go do buzi, infantylizowałem. Zapomnij o tej pruskiej mądrali.

Kitty nigdy mnie naprawdę nie kochała. Pewnie i miała swoje powody, żeby mnie nie pokochać, bo miłość to niełatwa rzecz. Trzeba się umieć oddać. Kitty dawała mi poruchać, ale jej serce było zawsze gdzie indziej. Leżała naga na zmiętym prześcieradle, wołała mnie do siebie, w lędźwiach pulsowało jej chucią, spazmy przetaczały się przez jej gębę jak czołgi po wschodnim froncie, satysfakcjonowałem ją, miała ze mnie sporo zadowolenia. Ale nigdy nie myślała o mnie jak o mężu. Gdyby mogła miałaby wielu mężów.

- To całe decydowanie jest czasem przesadnie przeceniane – mówiła.

Zdawałem sobie sprawę z pewnych trudności, których przyczyną mogła stać się Kitty. W imię świętego spokoju zrezygnowałem więc z nawracania jej na ścieżkę moralności. To mogło okazać się wyłącznie bezcelowe, a do tego zapewne przyczyniłoby się do pogorszenia sytuacji. Zawarliśmy więc zdrowy układ. Kitty robi co chce, ale jeśli robi coś, o czym nie chcę wiedzieć, to mam się o tym nie dowiadywać, niech mi nie psuje samopoczucia. Jeśli zacznę się domyślać, mam prawo sprawić jej manto i wydupczyć w zadek.

Nie muszę chyba mówić, że Kitty ma teraz w dupie dziurę wielkości kreciej nory. Kitty to straszna kabareciara.

Jedna odpowiedź do “Zbliża się święto trupów”

  1. konradh Powiedział/a:

    Aż się zarumieniłem :)


Dodaj komentarz