Archiwum dla wrzesień, 2007

Powstrzymać rozlew krwi

wrzesień 22, 2007

Co tu kryć – daliśmy sobie z Twoją siostrą dzisiaj w szyję. Poszło kilka flaszek. Potem ona robiła sceny, bo ona trochę dramatyczna jest po wódce. Miesza jej się we łbie, krzyczy, piszczy i złości się, a ja muszę odliczać w głowie próbując powstrzymać rozlew krwi.

 

Jesień

To była ostatnia niedziela października. Za oknem deszcz atakował asfalt, podczas gdy Wielki Mistrz gasił peta na czole przykutego do stalowego krzesła Eryka Grubego. Dywan spływał krwią martwych wojowników, którzy przybyli by ratować swojego generała. Eryk Gruby nie mógł nic poradzić, kiedy trzewia jego żołnierzy wypełniały atmosferę sali tronowej, pełnej bujnej rzeźby i duszącej wilgoci. Teraz powietrze zwilgotniało jeszcze bardziej od świeżej krwi i śmiertelnych wyziewów. Można je było ciąć nożem i rozdrapywać grabiami. Eryk Gruby załkał cicho. To już chyba był koniec, nie można było nic więcej powiedzieć.

- Będziesz musiał uznać moje duchowe przewodnictwo w Radzie, generale. Będziesz musiał uznać mój ród, mój herb, pokłonisz się przede mną i oddasz mi hołd. Może oszczędzę resztę twojej lichej armii, może nie wyrżnę ich rodzin, może nie każę zdychać im z bólu.

- Jeszcze zapłaczesz – powiedział cicho, z pochyloną głową i przymkniętymi powiekami Eryk Gruby, ostatni generał Wielkich Gór.

Wielki Mistrz odwrócił się do okna, wciąż lało. We wschodniej części miasta szalała burza, niedługo mogła dotrzeć i tu. Wszystko już chyba zostało powiedziane, a klęska generała przypieczętowana zwłokami najwyższych oficerów, groteskowo wygiętymi i pozbawionymi tej próżnej dumy i wyniosłości, które przyprawić mogły o prawdziwą irytację.

To nie trwało długo. Piętnaście minut wcześniej wpadli przez drzwi i jedno, prawe okno. Trzydziestu najlepiej wyszkolonych, wielokrotnie odznaczonych komandosów. Ich maskujące mundury dobrze się sprawdziły, przez ułamek sekundy mieli po swojej stronie zaskoczenie i zdecydowanie. Ale to była tylko ta jedna, niepełna sekunda. Wielki Mistrz nie miał problemu odeprzeć tak tego ataku, jak i wszystkich poprzednich, począwszy od szturmu Dzielnicy Południowej, kiedy fale ognia wdarły się do miasta.

Teraz mógł rozkoszować się szmerem deszczu, przerywanym tylko dalekim pohukiem burzy.

- Wielki Mistrzu, wypuść generała, wiesz, jak go potrzebujemy – Wielki Mistrz poczuł zimną stal na gardzieli. Nie mógł uwierzyć, że nic nie usłyszał, że znowu dał się podejść i znowu, choć dużo bardziej niż poprzednio, został zaskoczony. Zaskoczenie mogło dać dwie sekundy życia atakującemu, na tyle je wyceniał Mistrz. Ale nie więcej.

- Niezły z ciebie śmiałek, twoja śmierć będzie pięknym dodatkiem do mojego dzisiejszego dnia. Lepiej by było dla ciebie, gdybyś wybrał sobie inny sposób na umieranie.

- Nie martw się o moje umieranie. To ja chłodzę twoją szyję górską stalą.

- Wy górale nigdy nie znaliście umiaru – odparł Mistrz lekko unosząc dłoń. Nóż poszybował w powietrzu, po czym wbił się w sufit całym ostrzem.

Młody, ubrany na czarno mężczyzna leżał teraz na zakrwawionym dywanie, z nienawiścią wpatrując się w potężną sylwetkę Wielkiego Mistrza.

- Nie jesteś ani potężny, ani silny, ani nawet wysoki. Co ty sobie wyobrażałeś? Kim ty niby jesteś?

Jesień to istotnie pora samobójców.

kurwa, ale mnie nie było

wrzesień 21, 2007

Dopiero co pisałem jakieś głodne historie o wiośnie, a tu jesień już napierdala deszczem i nastolatki zapadają na melancholię i ogólny weltshmerz organizmu. Wpatrują się w krople deszczu rozbijające się o parapety okienne i głowią się nad przemijaniem i środkami na pryszcze. Przez ostatnie miesiące Twoja siostra była niezwykle himeryczna i to, że nie skończyła z widelcem w oku jest wyłącznie zasługą mojej niezłomnej cierpliwości.

W związku z powyższym, w najbliższych dniach (a może nawet godzinach) zamieszczę tutaj trochę świeżej literatury, dzięki czemu – a taką właśnie żywię nadzieję – świat będzie lepszy a dziewczęta chętniejsze.